Welcome to Jarosław Czarnecki | Elvin Flamingo website: www.elvinflamingo.com | 36 612 Visits | 18 486 Absolute Unique Visitors.
© Elvin Flamingo.   (Last modification: Thursday, September 15, 2016).
_POLSKI_ _ENGLISH_ kontakt : elvinflamingo@gmail.com





„SYMBIOTYCZNOŚĆ TWORZENIA”
© Jarosław Czarnecki (Elvin Flamingo), 2012, Sopot, Polska.
Elvin Flamingo / Atta sexdens (Linnaeus, 1758) / Oecophylla smaragdina (Fabricius, 1775) / Camponotus vagus (Scopoli, 1763)

część 1. Rekonstrukcja nie-ludzkiej kultury | część 2. Królestwo współcodzienności |
część 3. Po człowieku. Bio-Korporacje



_VIDEO STATEMENT_ _MAIN TEXT_ _bibliography_ _reviews_ _curator texts_ _self-commentary_ _bio_ _PHOTOGRAPHS_ _abstract_
_Foundation_ _exhibition calendar_ _articles_ _publication_ _Donors_

Koncepcja: © Elvin Flamingo, 2012. | Realizacja: © Elvin Flamingo / Atta sexdens / Oecophylla smaragdina / Camponotus vagus, 2012-ca.2034, Polska. | foto: Elvin Flamingo.




Symbiotyczność tworzenia
Rekonstrukcja nie-ludzkiej kultury (aktualnie 4 połączone inkubatory)
Królestwo współcodzienności (aktualnie 1 inkubator)
Po człowieku. Bio-Korporacje (aktualnie 1 inkubator)
oraz
Walka podziemna (6 nieudanych prób)




Podstawę naszego istnienia stanowi codzienność. [...] Krzątactwo należy do naczelnych kategorii ujmujących obecność w świecie. Jest sposobem bycia w codzienności. [...] Choć różnorodnie przejawia się krzątanie, stanowi dynamiczny fundament codzienności. Kto bytuje krzątaczo, ma w niej udział. To nas łączy. Należymy do bytów krzątaczych i z tej racji wchodzimy w codzienność. Podobnie jak mrówka i żuk gnojak.

Jolanta Brach-Czaina, Szczeliny istnienia

1. Wprowadzenie

Założeniem było stworzyć taki rodzaj „filmu”, aby żaden widz po wyjściu z miejsca zwanego „kinem” nie mógł powiedzieć: Świetny film, ale życie toczy się dalej, to był tylko film. Stworzyć „film” żyjący własnym życiem, uczestniczący, interaktywny i symbiotyczny ze mną.

Jako radzący sobie filmowiec typu zrób to sam (DIY), mistyfikacja oraz mieszanie fikcji z rzeczywistością przestało mnie satysfakcjonować. Łapałem się na tym, że nawet inscenizowaną przeze mnie realizację filmową uparcie nazywałem dokumentem, co nie było raczej akceptowane poza mną samym. Film można oglądać nawet wiele razy, ale jest to akt wciśnięcia widza w fotel jedynie przez z góry określony czas i zawsze następuje koniec. To właśnie koniec filmu mnie rozczarowywał, a ściślej mówiąc to, że go już nie ma. Pragnąłem, aby on nadal trwał, aby mój „film” wszedł do mojej rzeczywistości i jeśli mój odbiorca na to pozwoli – również do jego rzeczywistości.

Za sprawą tej idei trafiłem do obszaru biologii, ale mimo że to medium fascynowało mnie od zawsze, nigdy dotąd nie potrafiłem go zauważyć, ani na poważnie zauważyć tej fascynacji. Dotarło do mnie nareszcie, iż będąc inicjatorem danego dzieła, nie muszę jednocześnie twardo trzymać się pozycji demiurga, a moje przeświadczenie o twórczej dominacji może jawić się jako coś wręcz archaicznego. Moja idea Symbiotyczności tworzenia nie jest zatem zabawą w Boga, jest to interaktywna i symbiotyczna relacja w tworzeniu wspólnego dzieła. Ta interaktywność jednak nie jest tą, jaką zwykliśmy postrzegać jako spreparowaną za pomocą zaawansowanych technologii informatycznych, robotycznych czy multimedialnych, działającą pomiędzy artefaktem a odbiorcą. Jest to interaktywność biologicznych bytów, to interaktywność symbiotyczna pomiędzy ludźmi a nie-ludźmi, w której kluczowy głos zabierają byty nie-ludzkie.

W procesie Symbiotyczności tworzenia nie ma zatem jednego autora. W tej pracy, we wszystkich jej częściach, mimo że gros wysiłku wkładanego w budowę i rozbudowę moich obiektów-inkubatorów leżało i nadal leży po mojej stronie, to już w początkowym etapie pracy byłem zmuszony odejść na pozycję współtwórcy lub wręcz tylko jednego z tysięcy aktorów-robotników tworzonych „sieci”, a to odejście nie było bynajmniej moją autorską decyzją. Mój styl życia, postrzeganie świata, ludzkiej odpowiedzialności, postrzeganie analogii pomiędzy ludźmi i nie-ludźmi oraz moja zwykła codzienność uległy diametralnej przemianie. Odnalazłem współcodzienność.

2. Początki idei

Zanim dotarłem do Symbiotyczności tworzenia, zacząłem pracę od trzech koncepcji powstałych praktycznie jednocześnie. 1. Wyobraźmy sobie gatunek mrówek budujących swoje mrowiska z metalowych wiórów. 2. Wyobraźmy sobie gatunek ślimaków poruszających się dziesięć razy szybciej od tych, które znamy. 3. Wyobraźmy sobie kompozytora, który tworzy swoją symfonię jedynie z takich dźwięków, których ludzkie ucho nie jest w stanie usłyszeć. A teraz te trzy sytuacje, w których dzięki naszej wyobraźni się znaleźliśmy, przyjmijmy jako naturalne, znane każdemu z nas z życia codziennego i zadajmy sobie teraz pytanie: jaki był cel takiego rozwoju i dążeń do osiągnięcia takiego stanu oraz co te przykładowe sytuacje oznaczają...?

Po konsultacjach oraz własnym przeanalizowaniu powyższych trzech koncepcji zdecydowałem się na pracę z mrówkami, ale oczywiste dla mnie było, iż należy do tego tematu porządnie się przygotować. Bardzo szybko moją koncepcję „metalowych wiórów” odrzuciłem – kolejne artefakty konceptualne przestały mnie interesować. Interesowała mnie praca z „czymś” zastanym, raczej poddanie się niż wywyższanie i, jak się później okazało, coś czego jeszcze wtedy nie umiałem nazwać – właśnie Symbiotyczność. Podczas przygotowań dotarłem do profesjonalnych filmów o owadach społecznościowych, do pozycji z literatury popularno-naukowej i publikacji stricte naukowych. Fragment jednego filmu o fenomenie komunikacji, trybie życia i pracy mrówek przykuł moją uwagę szczególnie.

Były to prace wykopaliskowe przy prawdopodobnie jednym z największych mrowisk na świecie, zalanym uprzednio dziesięcioma tonami cementu przez ekipę brazylijskich naukowców z Uniwersytetu w Botucatu w południowej Brazylii[1]. Autorami tego przeogromnego podziemnego megalopolis były mrówki z rodzaju Atta (Fabricius, 1804), potocznie w języku angielskim nazywane leaf cutter ants lub farmer ants – pierwsze farmerki na świecie. Odkrycie przez nie rolnictwa – początki uprawy grzybów, którymi się żywią – entomolodzy datują na 50 milionów lat temu, gdy tymczasem odkrycie przez człowieka możliwości siewu i zbioru inni naukowcy datują na 10 tysięcy lat temu[2].

Kontekst cementu jawił się w moich zainteresowaniach już wcześniej, między innymi przy austiackich poszukiwaniach Wymazywanie.Amstetten na temat traumy po Josephie Fritzlu. Ta przypadkowa zbieżność pobudziła moją wyobraźnię i zdecydowałem się na długoletnią (jak przewiduję) rekonstrukcję tego zalanego przez człowieka cementem mrowiska. Ową rekonstrukcję „zobaczyłem” jako ogromne mrowisko-laboratorium w formie mobilnych obiektów-inkubatorów, tak skonstruowanych, aby pozwalały na bezkolizyjne rozłączanie i wychodzenie z mojej pracowni na zewnątrz. Nad rekonstrukcją pracuję wspólnie z kolonią brazylijskich mrówek Atta sexdens (Linnaeus, 1758), a naszą pracę, jeśli wszystko będzie przebiegało pomyślnie, planujemy na lata 2012–2034, tak długo, jak długo będzie żyła królowa tej kolonii. Ta część Symbiotyczności tworzenia nosi tytuł Rekonstrukcja nie-ludzkiej kultury.

W części drugiej wspomniane już zainteresowania kontekstem wymazywania oraz również obecna w ich obszarze austriacka historia Nataschy Kampusch ostatecznie zmaterializowały się po lekturze reportażu Jutro przypłynie królowa[3] Macieja Wasielewskiego w postaci idei stworzenia hermetycznego królestwa nawiązującego do opisanej społeczności żyjącej do dziś na wyspie Pitcairn, królestwa na kształt cudownej wyspy szczęścia tkanej w formie „prywatnego” kokonu przez drugi po farmerkach najbardziej wyspecjalizowany gatunek mrówek na świecie Oecophylla smaragdina (Fabricius, 1775) potocznie w języku polskim nazywane tkaczkami, prządkami lub szwaczkami, australijskie green weaver ants lub tree ants. Na przytaczanej wyspie Pitcairn, położonej w centralnej części Oceanu Spokojnego i należącej do Królestwa Wielkiej Brytanii, do dziś żyją potomkowie słynnych buntowników wyprawy statkiem Bounty po sadzonki drzewa chlebowego na Tahiti. W tej części pracy zatytułowanej Królestwo współcodzienności kolonia tkaczek spędza całe swoje noce i dnie na wyhodowanym przeze mnie od małego drzewie chlebowym. Tę współpracę planujemy na lata 2013–2022. Oczywiście oba szacunkowe okresy zostały określone na podstawie danych dotyczących długości życia jednej królowej z obu wybranych gatunków.


Prace wykopaliskowe pod przewodnictwem prof. Luiza Carlosa Forti po uprzednim zalaniu mrowiska Atta dziesięcioma tonami cementu. Kadr z filmu Ants! – Nature’s Secret Power w reżyserii Wolfganga Thalera, koprodukcja Adi Mayer Film i ORF, 2004.

3. Sześć prób

Tylko niewielka liczba królowych z powodzeniem zakłada nowe kolonie na wolności, zabieranie królowych nie wpływa więc na ich naturalną populację[4].

Podaję wszystkie cztery nieudane próby:
1. farmerki – młoda kolonia zakupiona w Niemczech w Berlinie 8 października 2012 r. – śmierć królowej około 28 października 2012 r.
2. tkaczki – młoda królowa bez robotnic, zakupiona w Niemczech niedaleko Monachium 16 września 2013 r. – śmierć królowej 20 września 2013 r.
3. tkaczki – młoda kolonia zakupiona w Niemczech niedaleko Frankfurtu nad Menem, dokąd trafiła tydzień wcześniej z Danii z Uniwersytetu w Aarhus, 15 października 2013 r. – śmierć królowej 25 listopada 2013 r.
4. tkaczki – młoda kolonia zakupiona w Berlinie w Niemczech 29 listopada 2013 r. – śmierć królowej około 24 marca 2014 r.

Zdecydowałem się na upublicznienie wszystkich czterech nieudanych prób, które wspólnie tworzą część trzecią projektu zatytułowaną Walka podziemna.

Prace przygotowawcze do projektu rozpocząłem w czerwcu 2012 r. Pierwszą kolonię mrówek farmerek zakupiłem na początku października 2012 r. Nie odebrałem jej jednak osobiście w Berlinie, odebrał ją wieloletni hodowca mrówek mieszkający na stałe niedaleko Poznania, dokąd po nią pojechałem. Nie mam pewności, czy królowa przyjechała już martwa, czy zmarła kilka dni po przyjeździe do Sopotu. Były to potwornie nerwowe, chaotyczne i emocjonujące dni. Po drugą kolonię farmerek, na którą z uwagi na śmierć pierwszej dostałem rabat w berlińskim sklepie, pojechałem już osobiście razem z moją małżonką 5 stycznia 2013 r. Przywieźliśmy jedną królową i dwadzieścia pięć robotnic, cały czas kontrolując temperaturę w styropianowym boksie, w którym przetrzymywaliśmy mrówki podczas podróży. Ta kolonia z powodzeniem się rozwinęła i ma się znakomicie, mimo że przeżyliśmy jedną poważną katastrofę zakończoną opustoszałą obecnie częścią instalacji, nazywaną przeze mnie wymarłym „Detroit” (obecnie pracuję nad rewitalizacją tego obszaru).

Dokładnie rok czasu od pierwszych myśli na temat Rekonstrukcji nie-ludzkiej kultury zacząłem budowę i przygotowania do drugiego, o wiele trudniejszego Królestwa współcodzienności. Wakacje lipiec–sierpień 2013 r. upłynęły pod hasłem: buduję monumentalną konstrukcję gotową na stworzenie w jej wnętrzu superhabitatu dla niezwykle cennych, agresywnych zarazem, bardzo trudnych w hodowli laboratoryjnej mrówek tkaczek. Już 16 września zdecydowałem się zacząć. Była to samotna młoda królowa tkaczka bez robotnic, niestety padła po kilku dniach po przybyciu do Sopotu. W połowie października 2013 r. pojechałem z poznanym kilka miesięcy wcześniej hodowcą mrówek po nową kolonię tkaczek do Boppard niedaleko Frankfurtu nad Menem. Kolonia, którą kupiłem, pochodziła z duńskiego programu Danida na Uniwersytecie w Aarhus, który polega na importowaniu młodych królowych z północnej Australii i przenoszeniu ich do Benin i Tanzanii na plantacje drzew orzechowych i mango. Królowa zmarła pod koniec listopada. Kilka dni później, mimo niepowodzeń, zdecydowałem się na trzecią, ostateczną, jak wówczas zakładałem, próbę wystartowania nowej kolonii, którą przywiozłem również osobiście, tym razem z Berlina. Trzeci cios niepowodzenia był chwilą totalnego zwątpienia, czy to w ogóle jest możliwe. Wcześniejszych sygnałów, że to się nie udaje nawet hodowcom na Filipinach, czyli teoretycznie w naturalnym dla tych mrówek habitacie, nie dopuszczałem do głosu, chciałem uwierzyć po raz ostatni, niestety już czwarty z kolei... i udało się, królowa tkaczka składa jaja, a mrówki się uśmiechają i wszystko działa, to już pewne.

Mógłby ktoś powiedzieć, że ta kolonia przecież też może paść. Oczywiście trzeba być czujnym, co robię z największą starannością. Zwycięska królowa tkaczka trafiła do mnie za pośrednictwem przemiłego niemieckiego handlarza mrówkami i jego żony Filipinki ze wspomnianego już wcześniej Boppard koło Frankfurtu nad Menem w Niemczech.

W Polsce znana jest jedna próba utrzymania kolonii tkaczek w sztucznych warunkach. Miało to miejsce ponad dwa lata temu w łódzkim Ogrodzie Zoologicznym[5], niestety nie udało im się. Kończąc ten rozdział, chciałbym podkreślić, mimo iż część Walka podziemna mogłaby powodować wrażenie, jakoby to, co wspólnie przeszliśmy, było martyrologią współczesnego twórcy, stanowczo zaprzeczam i zapewniam, że to, co razem przeszliśmy, jest tylko tym, co razem przeszliśmy, niczym więcej. To, że było ciężko i smutno, jest tak samo naturalne, jak oczywiste. To się działo i to się cały czas dzieje, to się wydarzyło i nie ma w tym nic podniosłego, jest mi tylko żal, że aż cztery razy się nie udało. Udało się dwa razy i to zamierzam pielęgnować.


Widok pierwszego inkubatora około tygodnia po śmierci pierwszej królowej farmerki (otwieranego jeszcze wówczas od góry), 06.11.2012. Druga królowa farmerka wprowadzona do tego inkubatora z powodzeniem założyła w nim swoją kolonię. Fotografia własna.


Budowa pierwszego inkubatora dla tkaczek, 08.08.2013. W tym inkubatorze dopiero czwarta królowa tkaczka z powodzeniem założyła swoją kolonię. Po lewej i prawej stronie kolejne inkubatory dla farmerek. Fotografia własna.


4. Odnaleziona współcodzienność czy metafory i interpretacje

Fakt wykorzystywania przeze mnie głosu biologii tylko pozornie może zdać się czymś frywolnym. W istocie ta aktywność powoduje zaistnienie tego, co niewidzialne, i uwypukla to, czego jeszcze nie pokazano. Słowo culture zarówno w języku angielskim, jak i francuskim oznacza również hodowlę, uprawę. Moją pracę można zatem odczytać jako wielopłaszczyznową metaforę zarówno futurystycznej hodowli-utopii, perfekcyjnej uprawy-doskonałości, jak i międzygatunkowej kultury-wspólnoty. I, co najciekawsze, nie ja jestem jej autorem, a już na pewno nie jedynym. Wymiana myśli, „Co on robi? – On hoduje mrówki” mogłaby zdać się kuriozalnie bezwartościową i wręcz komicznie banalną, niezasługującą na jakiekolwiek zainteresowanie, gdybyśmy nie doświadczyli fizycznego oglądu powstającego wspólnie dzieła.

Ale mimo to, najbardziej interesującym dla mnie spojrzeniem na to, co wspólnie robimy, jest pozbawione jakichkolwiek metafor i interpretacji bezpośrednie odebranie tej pracy. To jest (jednocześnie) tylko i dokładnie to, co widzimy, nic więcej. Poza inkubatorami wypełnionymi starannie zaprojektowanymi instalacjami z rur, węży i naczyń laboratoryjnych, w których żyją i rozmnażają się mrówki, niczym więcej ta praca nie jest, jak tylko moją i moich mrówek współcodziennością. Interpretacje i metafory z upływem czasu przestawały być istotne i przerodziły się niejako w model rodzinny, przestały być w ogóle znaczące. Mimo swojej wyrazistości i bezprecedensowej mocy zaczęły blednąć w obliczu Symbiotyczności i bezkompromisowości tego, co wspólnie tworzymy. W tym, co robimy bezsprzecznie, nie ma kompromisów i każde z nas, dany superorganizm i ja, osobno nic nie znaczymy i wręcz nie istniejemy bez siebie nawzajem jako dzieło.

5. Biowładza kontra codzienność

Parafrazując Michela de Certeau, a dalej Michela Foucault, oczywiste jest, że tok mojego myślenia przy Symbiotyczności tworzenia jedynie zapisuje ślady mniej czy bardziej pewnych kroków na terenie od dawna już zasiedlonym. Mimo to, Symbiotyczność tworzenia zmienia mnie i zmienia także to, co myślałem,współtworzę, by się zmienić i zmienić swoje myślenie i już więcej nie myśleć tego, co myślałem uprzednio.

W takim sensie moja praca zmienia nie tylko moje myślenie, ale również sposób postrzegania wszystkiego poza narcystycznym i egoistycznym „ja”.

Filozofia Michela Foucault każe nam odczytać moją pracę jako zilustrowaną formę hegemonicznej biowładzy-wiedzy. Wielokrotnie przepracowane już w sztukach wizualnych analizy Foucault faktycznie zdają się być wciąż aktualne i powracać ze zdwojoną siłą, ale do głosu dochodzą jednocześnie polemiki Michela de Certeau, które ukazują, jak dzięki sprytnym praktykom wykorzystywania tych samych systemów i mechanizmów, precyzyjnie opisanych przez tego pierwszego, działania codzienne i zwykła codzienność lub też, chcąc być konsekwentnym, nasza współcodzienność wymykają się spod kontroli foucaultowskiej władzy i wręcz ją omijają. Jako współautor tej pracy widzę to tak: Michel Foucault stoi na zewnątrz, przed inkubatorami, Michel de Certeau natomiast porusza się w ich wnętrzach, w zakamarkach laboratoryjnej architektury, ja natomiast wspólnie z mrówkami staram się zrozumieć jednego i drugiego, chociaż myślę, że moje mrówki tę polemikę już dawno zrozumiały.

Ale mógłbym powiedzieć również tak: scalając elementy naszych wyobrażeń i skojarzeń przy obcowaniu ze wszystkimi trzema częściami Symbiotyczności tworzenia, otrzymujemy niejako gigantyczną transdyscyplinarną „zabawkę” dla foucaultowskiej władzy-wiedzy. Ta transdyscyplinarność natomiast ma szansę nas obudzić z przyzwyczajeń do klasycznego języka, tym samym zmienić nasze przyzwyczajenia w sposobie myślenia w kierunku otwartości i postrzegania rzeczy takimi, jakimi są. Ta zabawka dla „olbrzyma”, dla władzy, bez znaczenia jakiej opcji politycznej ma szansę opowiedzieć swoją historię nie tyle wyraźnie, co mogłoby to zrobić klasyczne dzieło, ile w sposób drążący i performatywny, z wyzbyciem się postrzegania siebie samego, czyli ludzkiego odbiorcy jako centrum.

6. Polemika z istniejącym „Manifestem Sztuki Symbiotycznej”

Przytaczam w całości Manifest Sztuki Symbiotycznej Leonela Moura i Henrique Garcia Pereira z 2004 r.:
1) Maszyny mogą tworzyć sztukę
2) Człowiek i maszyna mogą tworzyć sztukę symbiotyczną
3) Sztuka symbiotyczna to nowy paradygmat, który otwiera nowe możliwości dla sztuki
4) Polega na całkowitym zrzeknięciu się produkcyjnego panowania w sztuce
5) Polega na całkowitym zrzeknięciu się wyrażania własnych przeżyć oraz zrzeknięciu się centralnej pozycji artysty-człowieka
6) Polega na całkowitym zrzeknięciu się ambicji duchowych i moralizatorskich oraz dążeń do osiągnięcia reprezentacyjnych celów
[6]

Mimo że paradygmatów się nie kwestionuje, czego nie zamierzam robić, to zwracam uwagę i postuluję potrzebę krytycznego spojrzenia w przyszłości może na cały manifest, a teraz chociaż na jego punkt drugi, który próbuje nam powiedzieć, jakoby działania wspólne człowieka z maszyną można byłoby nazwać Symbiotycznymi.

Nie chodzi mi tutaj o to, że to raczej małpie należy dać kartkę papieru i kredki, nie chodzi mi również o to, by rozlewać kolorowe tusze pomiędzy gniazdem mrówek a przygotowanym dla nich pożywieniem, ostatecznie nie chodzi mi również o to, aby zabarwiać dla nich miód na kolory tęczy i obserwować, jak ich odwłoki nabierają kolorów, mimo iż zapewne jest to spektakularne i są przypadki takich właśnie działań. Takie działania miały już miejsce w latach pięćdziesiątych poprzedniego wieku. „Przez dwa lata (od roku 1956
– dopisek własny) szympans Congo, nieustannie zachęcany przez Desmonda Morrisa, zdołał wyprodukować trzysta osiemdziesiąt cztery rysunki i malowidła. Działalność ta została przerwana dopiero wówczas, gdy Congo wyrósł na silnego osobnika, który nie dawał się już kontrolować ani też nie miał ochoty na długie ślęczenie nad kartką papieru”[7]. Natomiast Maurice Maeterlinck już w roku 1930 pisze o możliwości poznania, w jaki sposób odbywa się u mrówek podawanie sobie pokarmu z ust do ust. W tym celu zachęca do zabarwienia na błękitno kilku kropel miodu, by zobaczyć, iż mimo, by je spijać, mrówki podchodzą do kropel jedynie nielicznymi grup- kami, po pewnym czasie odwłoki nabierają błękitu niemal w całej kolonii[8].

Piszę o tym dlatego, iż w obliczu tego, co moje mrówki i ja razem przeszliśmy, i to chciałbym wyraźnie podkreślić, nie ma możliwości skorelowania Symbiotyczności tworzenia z działaniami robotów rysujących kolorowymi tuszami flamastrów. Nie bardzo zdaje się to wytrzymywać w zestawieniu z naszą wspólną pracą, dlatego Symbiotyczność tworzenia, mimo zbieżności nazw z polemizowanym manifestem, nie jest powtórzeniem działań Leonela Moura z jego robotami. Bezsprzecznie natomiast, zgadzając się z punktem trzecim, można powiedzieć, iż zarówno Manifest Sztuki Symbiotycznej, jak i Symbiotyczność tworzenia otwierają kolejne nowe możliwości dla sztuki.

7. Założenia „Symbiotyczności tworzenia”

Przyjmuję, jakoby Symbiotyczność tworzenia była wypadkową czterech obszarów: 1. bioartu zapoczątkowanego przez brazylijczyka Eduardo Kaca oraz australijski duet SymbioticA – Oron Catts i Ionat Zurr; 2. estetyki relacyjnej Nicolasa Bourriauda; 3. sztuki kontekstualnej Jana Świdzińskiego; 4. performatyki społecznej (przy czym piątym dodatkowym i najważniejszym obszarem w tej kalkulacji będzie codzienność, która przedefiniowana zostaje w kierunku współcodzienności). Wysuwam zatem następujące osiem punktów znaczących dla proponowanej teorii:
a. Symbiotyczność tworzenia to zmiana pozycji autora z demiurgicznej na uczestniczącą,
b. Symbiotyczność tworzenia to kategoryczne zerwanie z narcyzmem i koncentrowaniem się na kreowaniu własnej osoby jako artysty,
c. Symbiotyczność tworzenia to przedefiniowanie interaktywności rozumianej teraz jako relacja bytów żyjących, ludzi i nie-ludzi,
d. Symbiotyczność tworzenia to całkowite odejście od przeświadczenia, że wszystko może być sztuką,
e. Symbiotyczność tworzenia to odrzucenie jakichkolwiek przejawów arogancji i braku szacunku,
f. Symbiotyczność tworzenia to współtworzenie przebiegające z pełnym oddaniem i całkowitym poszanowaniem wszystkich uczestniczących w nim bytów,
g. Symbiotyczność tworzenia to brak możliwości tworzenia jedynie na czas ekspozycji, należy starannie przewidywać przyszłość pracy,
h. Symbiotyczność tworzenia to proces, w którym wszystko ma znaczenie, zarówno decyzje człowieka-artysty, jak uczestniczącego w procesie bytu nie-ludzkiego, decyzje obu tych stron wywierają na siebie kreacyjny wpływ, nie ma znaczenia, które decyzje są ważniejsze.

8. Ciasnota antropocentryzmu

Znajdujemy się w drugiej dekadzie XXI wieku – stulecia, które już na serio traktuje myśli, rozważania i konstrukcje posthumanizmu. Antropocentryczne pojmowanie świata, z jego egotycznym nastawieniem na człowieka, na jego indywidualność, nie jest już jedyną najbardziej oczywistą i racjonalną myślą. Wiele uwikłań ludzkich, z polityką na czele, gdy zetkniemy je z tendencjami biocentrycznymi, czy wręcz coraz częstszą potrzebą mieszania antropo- i biocentryzmu okazują się tylko niewielką częścią ogromnej niezauważanej dotąd całości usilnie domagającej się postrzegania jej jako jedność.

„Nic nie wskazuje na to, byśmy byli „wybrani” i by inne gatunki miały być podporządkowane naszej wyjątkowości. (...) Uporczywie podtrzymywane złudzenie o naszej wyjątkowości przesłania nam tylko prawdę o naszym prawdziwym statusie – wyprostowanego i mnożącego się niczym chwast dwunoga”[9]. Mówiąc za Bruno Latourem, dualistyczny podział natura/kultura nie istnieje i nigdy nie istniał. Jest wymysłem teoretyków, a pogląd, jakoby natura rządziła się swoimi prawami, że jest czysta, niezależna i oddzielona od reszty wyraźną nieprzekraczalną granicą, jest złudnym wyidealizowanym mitem. W takim kontekście antropocentryzm zdaje się być narcystycznym tworem człowieka reagującego na akty oporu i przeciwstawiania się nie-ludzi i wszystkiego co nie-ludzkie egoistycznym przeświadczeniem o swojej dominacji. Wspomniane we wstępie do Polityki natury analizy Timothy Mitchella inspirującego się teorią Latoura są świetnym przykładem na to, iż jako ludzie jesteśmy w błędzie. Mowa tutaj o dwóch równoczesnych najeźdźcach na Egipt w roku 1942. „Niemcy wjechali z łoskotem na czołgach, komary zjawiły się niepostrzeżenie, ale to one zabiły więcej ludzi, roznosząc malarię. Ofiary komarów zostały zapomniane tylko dlatego, że nie zabili ich ludzie, a malaria traktowana jest po prostu jak zjawisko naturalne. W rzeczywistości w historii epidemii połączyło się kilka czynników”[10]. Tutaj następuje opis tego, co się wydarzyło, i dalej czytamy: „Epidemia nie była zatem naturalnym zjawiskiem zależnym wyłącznie od działania praw przyrodniczych, ale wydarzeniem łączącym rozmaite elementy, które tradycyjne myślenie umieszcza w osobnych przegródkach. Mamy tutaj pierwotniaki wywołujące malarię, komary wykorzystujące do swojej ekspansji technologiczne przemiany Nilu, idee modernizacji rozumianej jako wzrost produktywności, osłabione organizmy (ludzkie
– dopisek własny), przecięcie szlaków handlowych przez wojnę, itd. Rzeczywistość to nie oddzielone od siebie natura i kultura, ale sieci złożone z róż- norodnych aktorów ludzkich, jak i nie-ludzkich”[11]. Kontynuując, cytuję Edwina Bendyka: „To wszystko, co jawi się jako rzeczywistość społeczna, jest po prostu wynikiem gry wszystkich aktorów, która – choć wydaje się chaotyczna – buduje struktury ładu społecznego. Podobnie jak krzątanie się pojedynczych termitów może doprowadzić do powstania sprawnie funkcjonującej termitiery. Termity zresztą też bywają aktorami szerszej rzeczywistości społecznej. Tak się stało w kwietniu 2011 r., gdy zaatakowały i zjadły pieniądze w jednym z indyjskich banków”[12].

Innym zasługującym na włączenie do tego opisu cytatem jest przytaczany przez Joannę Jeśman Jakob von Uexküll, która – inspirując się nim – pisze, że „naszym zadaniem jest próba wyzbycia się czysto ludzkiego widzenia rzeczywistości i przez poznanie możliwości fizycznych oraz zmysłowych zwierzęcia wniknięcie w jego królestwo”[13]. Jakob von Uexküll tworzy teorię Umwelten, gdzie każdy organizm lub społeczność (włączając ludzi) żyje w środowisku przypominającym bańkę mydlaną, swojego rodzaju zamknięte królestwo. Mimo że jego rozważania raczej koncentrują się na przełamaniu barier pomiędzy ludźmi i zwierzętami, to ta teoria jest tutaj cenna i pomocna, aby zrozumieć naszą Symbiotyczność tworzenia.

9. Wycofywanie: dwa kroki w tył, trzy kroki naprzód

Był taki moment-aspekt-działanie w mojej pracy, z którego się wycofałem, zresztą decyzji o wycofywaniu się na kilka kroków i pokonywaniu danej drogi ponownie było więcej (ten styl pracy pragnę zachować, to naturalne). Ale powód, dla którego zaprzestałem zbierania paznokci, jest prosty do wytłumaczenia. Paznokcie ludzkie, a w planach także naskórek ludzki, miały być zbierane celem późniejszego wyjaławiania w autoklawie, mielenia, mieszania z mielonymi suszonymi liśćmi jeżyny zimozielonej, rozpuszczania w roztworze agarowym i wylewania cienkich warstw na Szalki Petriego. Produkowane miały być w ten sposób w ogromnej ilości „liście” dla mrówek farmerek, te natomiast miały ich używać do nawożenia swoich grzybów.

Podobnie jak wspomniana na początku tej pracy koncepcja tworzenia mrowiska z metalowych wiórów, również i ta koncepcja „walki” z paznokciami, a w konsekwencji grzyba z elementami ludzkimi, nie wytrzymała próby czasu. Paznokcie były tutaj co najmniej nieszczere z mojej strony.

„Celem wysiłków krzątaczych jest właśnie walka o codzienne istnienie tworzone i odnawiane z każdą drobną czynnością. Żartów nie ma”[14]. Paznokcie byłyby tutaj właśnie nieszczerym żartem.

10. Nie będąc myrmekologiem

Opis 1.
Atta sexdens, mrówki farmerki.

„Jedne z najbardziej skomplikowanych systemów komunikacji znanych wśród zwierząt, najbardziej dopracowane systemy kastowe, klimatyzowane architektury podziemnych ogrodów grzybowych, milionowe kolonie, to wszystko sprawia, iż farmerki zasługują na uznanie ich najbardziej wyspecjalizowanym superorganizmem na świecie”[15].

Ich podstawowym pożywieniem są grzyby z rodziny Leucocoprinus, które same uprawiają. Do ich uprawy używają świeżych liści, które tną na drzewach i krzewach, następnie zanoszą je do swoich podziemnych komór grzybowych, gdzie najmniejsza kasta kolonii docina je praktycznie na miazgę – optymalne podłoże dla wzrostu Leucocoprinus gongylophorus.

Rozwój nowej kolonii zaczyna się od nowo narodzonej uskrzydlonej królowej, która wychodząc z gniazda, zawsze zabiera fragment aktywnego grzyba i wylatuje na swój lot go- dowy zwykle popołudniem pomiędzy końcem października a połową grudnia[16]. Zwykle kopuluje maksymalnie z pięcioma partnerami, a ich nasienie przechowuje w swoim „banku spermy” przez cały okres swojego życia, jest to około 200 do 320 milionów plemników. Długość jej życia, scalając znalezione informacje, można określić okresem od 10 do 15 lat, ale w niektórych źródłach podaje się nawet długość ponad 20 lat, przy czym indywidualne robotnice żyją około półtora roku. Jedna królowa farmerka wydaje na świat podczas swojego życia około 150 do 200 milionów potomstwa. Męskie mrówki mają za zadanie jedynie zapłodnić królową, po czym umierają, ale ojcami stają się niemal codziennie jeszcze przez wiele lat.

Gdy kolonia staje się już dużym dojrzałym superorganizmem, królowa Atta, według kalkulacji badaczy tych gatunków, produkuje ogromną ilość jajek. Mówiąc za Bertem Hölldoblerem i Edwardem O. Wilsonem, jest to 20 jaj na minutę składanych dzień i noc, co daje 28 tysięcy 800 jaj w ciągu jednej doby. Biorąc pod uwagę fakt, iż moja kolonia farmerek jest niejako ze mną zżyta dopiero od 5 stycznia 2013 r., kiedy to jedna królowa posiadała tylko 25 młodziutkich robotnic, a obecnie liczy ona około 10 tysięcy, przed nami dopiero teraz ogromne wyzwanie.

Nie można nie wspomnieć tutaj, iż te mrówki uznane są przez gatunek ludzki za szkodniki. Jedna dorosła kolonia potrafi zająć obszar o średnicy 16 metrów, głębokości 8 metrów i liczyć ponad 8 milionów czynnych robotnic. Natrafiłem na informacje, jakoby kolonie Atta sexdens przenosiły się i rozrastały także w wielkich aglomeracjach ludzkich na południu Brazylii.

Nie będąc myrmekologiem, byłem zmuszony posiąść możliwie jak największą wiedzę na temat hodowli mrówek farmerek w warunkach laboratoryjnych niejako od zera, będąc w tym procesie praktycznie sam. We wszystkich tekstach, do których udało mi się dotrzeć utrzymanie kolonii w takich warunkach, bez kontrolowania jej wzrostu, określane jest jako prawie niemożliwe ze względu na ogromną liczbę robotnic, ale przede wszystkim ze względu na rozmiary ich ogródków grzybowych. Uniwersytet w Illinois praktykuje okresowe zamrażanie wybranych obszarów grzybowych i tym samym uśmiercanie części populacji danej kolonii.

Mówiąc za naukowcami z tego Uniwersytetu, optymalnymi warunkami do uprawy grzyba i życia opisywanych mrówek jest temperatura w przedziale 25–27°C i wilgotność na poziomie 80–95%.

Warto wspomnieć, o czym dowiedziałem się niejako przy okazji, że grzyby hodowane przez mrówki farmerki w części pierwszej Symbiotyczności tworzenia należą do tej samej rodziny Leucocoprinus co grzyby, które bez mojej wiedzy i zamierzeń rozrosły się w części drugiej projektu tam, gdzie rosną drzewa chlebowe i żyją mrówki tkaczki. Są to popularne grzyby tropikalne Leucocoprinus birnbaumii zwane potocznie czubnikami cytrynowymi.

Opis 2.
Oecophylla smaragdina, mrówki tkaczki.

„Ze wszystkich typów pracy zespołowej mrówek nad budową swojego gniazda w rozumieniu symultanicznym, prawdopodobnie najbardziej skomplikowanym, a na pewno najbardziej uderzającym wizualnie, jest sposób budowy gniazd mrówek tkaczek z rodzaju Oecophylla”[17]. Aby zbudować gniazdo, tkaczki organizują wspólnie rodzaje łańcuchów tworzonych poprzez chwytanie się nawzajem za odwłoki jedna za drugą. W ten sposób ciągną i naginają liście, następnie kolejne tkaczki pracują z larwami, które będąc ściskane, wydzielają rodzaj jedwabiu, za pomocą którego mrówki łączą jeden fragment liścia z drugim. W praktyce zszywają je, tworząc w ten sposób rodzaj kokonu. W dorosłej kolonii liczba takich kokonów dochodzi do kilkudziesięciu i rozprzestrzenia się na kilka do kilkunastu drzew. Zdarza się, że jedną kolonię zakładają wspólnie w komitywie dwie lub trzy młode królowe, w przeciwieństwie do farmerek, gdzie jedna kolonia dowodzona jest zawsze i tylko przez jedną królową. Kolonie tkaczek nie są tak liczebne, jak kolonie farmerek, ich ilość dochodzi do pół miliona indywidualnych robotnic. Podział na kasty też jest inny, rolę żołnierzy pełnią tutaj najstarsze robotnice, będąc tym samym w przypadku śmierci najmniejszą stratą dla kolonii.

Znane są przypadki jedzenia tkaczek przez ludzi pod różnymi postaciami. Sprzedawane są zarówno świeże, jak i gotowane larwy, łapane są również całe funkcjonujące gniazda. W restauracjach publicznych na terenach rodzimych traktowane są jako przepyszny dodatek do dań.

Tak jak hodowlę farmerek w warunkach laboratoryjnych określa się jako prawie niemożliwą, tak hodowlę tkaczek poznani przeze mnie hodowcy określają jako wręcz niemożliwą, a na pewno jedną z najtrudniejszych i najbardziej wrażliwych na niedociągnięcia ze wszystkich gatunków mrówek na świecie. Ale jest to możliwe.

Tkaczki w przeciwieństwie do farmerek nigdy nie zostały sklasyfikowane przez ludzi jako szkodniki, wręcz przeciwnie. Używane były już od III wieku naszej ery[18] jako naturalny biologiczny czynnik w zwalczaniu szkodników na uprawach drzew owocowych. Istnieją zapisy, jakoby farmerzy tworzyli specjalne połączenia – rodzaje mostów pomiędzy drzewami, aby ułatwić mrówkom polowanie na szkodniki. Tkaczki żywią się głównie insektami i słodką spadzią niektórych z nich. W warunkach laboratoryjnych są to zazwyczaj muchy oraz miód rozrobiony z wodą. Larwy much można bez najmniejszego problemu zakupić w każdym sklepie dla wędkarzy.

Na Uniwersytecie w Aarhus w Danii rozpoczęto kilka lat temu realizację projektu Danida (Danish International Development Agency) polegającego na pobieraniu i przewożeniu dopiero co zapłodnionych młodych królowych tkaczek z północno-wschodnich terenów Australii do Danii, i umożliwieniu im w warunkach uniwersyteckich rozwoju do wielkości małych kolonii, a następnie przewożeniu ich do Afryki na uprawy drzew mango (pisałem już o tym w punkcie trzecim). Celem tego programu jest pomoc mrówek tkaczek afrykańskim farmerom w uprawie drzew owocowych.

Mamy więc w projekcie Symbiotyczność tworzenia dwa gatunki mrówek: łagodne w usposobieniu szkodniki i agresywne pomocnice.

Ten rozdział kończę dwukrotnym zacytowaniem Maeterlincka: „Istotnie daje się stwierdzić, że odwrotnie do tego, co dzieje się w tłumie ludzkim, u owadów żyjących społecznie inteligencja zbiorowiska wzrata proporcjonalnie do wzrostu ilości jednostek, które je tworzą ”[19]; [...] „Człowiek, jedyny wśród stworzeń żyjących społecznie, nie posiada narządu społecznego. [...] Nasze istnienie jest oparte na koncentryczności, mrówki zaś żyją odśrodkowo. Oś nie obraca się w obu wypadkach jednakowo. W świecie ludzkim wszystko opiera się wyłącznie, organicznie i fatalnie, na egoizmie”[20].

Scalając te dwa cytaty, wyłania się nadzieja, jakoby nasz wspólny projekt Symbiotyczność tworzenia miał szansę dołączyć w przyszłości do jednych z najbardziej inteligentnych i jednocześnie nieegoistycznych działań.


Kokon dorosłej kolonii mrówek tkaczek, źródło: Christina Troelsen, Mrówki pomagają afrykańskim farmerom, 10.12.2010, foto prof. Mogens Gissel Nielsen.


Zdjęcie z czasopisma Main-Post, numer 87 9, Die Königin kam aus Sudamerika (Królowa z Ameryki Południowej), na zdjęciu prof. Karl Gößwald (ur.1907 – zm.1996) i jego hodowla mrówek farmerek, data nieznana – około lat 50–60., foto Röder.


11. Zakończenie

Jest wiele osób, które hoduje mrówki, podobnie jak wiele osób, które stawiają płótno na sztaludze i biorą pędzel do ręki. Ale jeśli teraz zapytałby mnie ktoś i powiedział: „Dotknąłeś właśnie bardzo ważnej kwestii – czyli kiedy i co decyduje, że coś jest sztuką?”. Odpowiadam: „Nie wiem i nie jest to już najistotniejszą dla mnie kwestią”. Nie jest dla mnie nawet ważne, czy to, co robię, ktoś nazwie sztuką czy nie. Pytania: gdzie tu jest sztuka?, co sztuką jest, a co nią nie jest?, są kompletnie nieadekwatne do tego, co wspólnie w tej pracy tworzymy.

Załącznikami do projektu są schematy (jeden z nich przedstawiony jest w rozdziale z dokumentacją fotograficzną Walki podziemnej) wyjaśniające systemy komunikacyjne wewnątrz inkubatorów. Ich obecność jest konieczna do zrozumienia rozwiązań urbanistycznych w inkubatorach, a także powoduje szybsze i bardziej sensowne reakcje na mniejsze lub większe problemy pojawiające się podczas wspólnej pracy.

Symbiotyczność tworzenia jest pracą w ciągłym procesie, dlatego spora część dokumentacji fotograficznej po upływie już niedługiego czasu nigdy nie będzie adekwatna do stanu aktualnego. Kończę pisać ten tekst 16 lipca 2014 r.

Podczas publicznych ekspozycji i prezentacji tego, co wspólnie tworzymy, planowane jest nagłaśnianie na żywo tego, co dzieje się wewnątrz inkubatorów, oraz tworzenie rodzaju telemostów obrazu i dźwięku w przypadkach, gdy poszczególne części projektu będą wystawiane w różnych miejscach.

W bibliografii wymieniam nie tylko cytowane w tekście wydawnictwa. Podaję również całą resztę, która w mniejszym lub większym stopniu przyczyniła się do podejmowanych w tej pracy, mniej lub bardziej radykalnych, decyzji i posunięć.

Szczególnie dziękuję Monice Bakke za niezwykle dla mnie cenną telekonsultację, która miała miejsce 16 października 2013 r., oraz Ryszardowi W. Kluszczyńskiemu za równie cenne i inspirujące spotkanie, które odbyło się w mojej pracowni 17 maja 2014 r. Za nieocenioną i nieustającą przychylność do mojego projektu dziękuję Annie Białej.

Jarosław Czarnecki | Elvin Flamingo


[1] Przytaczam fragment filmu Ants! – Nature's Secret Power, reżyseria Wolfgang Thaler, koprodukcja Adi Mayer Film i ORF, 2004.
[2] Laurent Keller & Elisabeth Gordon, The lives of Ants, s. 129, Oxford University Press, 2010.
[3] Przytaczam reportaż Macieja Wasielewskiego, Jutro przypłynie królowa, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2013.
[4] Christina Troelsen, Mrówki pomagają afrykańskim farmerom, 10.12.2010, Aarhus University, Dania, tłumaczenie własne z języka angielskiego ze strony internetowej Uniwersytetu: http://scitech.au.dk/en/current-affairs/news/show/artikel/ants-help-african-farmers/, dostęp 08.07.2014.
[5] Bartłomiej Dana, Sto mrówek udźwignie torebkę ryżu. Do obejrzenia w zoo, 16.01.2012, http://lodz.gazeta.pl/lodz/1,35153,10969437.html, dostęp 08.07.2014.
[6] Leonel Moura, Henrique Garcia Pereira, 2004, tłumaczenie własne Manifestu Sztuki Symbiotycznej z języka angielskiego ze strony internetowej artysty: http://www.leonelmoura.com/manifesto.html, dostęp 08.07.2014.
[7] Monika Bakke, Bio-transfiguracje. Sztuka i estetyka posthumanizmu, s. 218, Wydawnictwo Naukowe, Poznań 2012.
[8] por. Maurice Maeterlinck, Życie mrówek, s. 34, Wydawnictwo Alfa, Warszawa 1992.
[9] Lynn Margulis, Symbiotyczna planeta, s. 169, Wydawnictwo CiS, Warszawa, 2000.
[10] Wstęp Macieja Gduli do Polityki natury Bruno Latoura, s. 7, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2009.
[11] Tamże, s. 8.
[12] Edwin Bendyk, Czy społeczeństwo to fikcja? Książę sieci, 11.01.2012, http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/nauka/1522923,1,czy-spoleczenstwo-to-fikcja.read, dostęp 08.07.2014.
[13] Cytat z artykułu Joanny Jeśman Zwierzęta w bio-arcie. Obrona czy atak? z książki Ludzie i zwierzęta pod redakcją Romana Chymkowskiego i Anny Jaroszuk, s. 155, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa, 2014.
[14] Jolanta Brach-Czaina, Szczeliny istnienia, s. 97, Państwowy Instytut Wydawniczy, 1992.
[15] Bert Hölldobler, Edward O. Wilson, The Superorganism. The Beauty, Elegance, and Strangeness of Insect Societies, s. 408, tłumaczenie własne, W.W.Norton & Company, New York 2009.
[16] Dzieje się tak w tropikach i subtropikach Ameryki Południowej, głównie na terenach Brazylii.
[17] Bert Hölldobler, Edward O. Wilson, The Superorganism. The Beauty, Elegance, and Strangeness of Insect Societies, s. 160, tłumaczenie własne, W.W.Norton & Company, New York 2009.
[18] Data ta dotyczy terenów południowo-wschodniej Azji.
[19] Maurice Maeterlinck, Życie mrówek, s. 28, Wydawnictwo Alfa, Warszawa 1992.
[20] Tamże, s. 39.




Partnerzy: